czwartek, 4 czerwca 2015

Od R. do R.

Zatańcz ze mną w ogniu życia
Niech pobudzi Twoje ciało
I na światło wyjdź z ukrycia
Daj mi rękę i chodź, śmiało
Niechaj płomień Cię otoczy
Byś jak feniks się odrodził
Więc się nie bój, spójrz mi w oczy
Niech już nic Cię nie ochłodzi

Gdy zaś w proch się zmienisz całkiem
I ból zniknie, a z nim smutek
Wstaniesz znowu wczesnym rankiem
Jak człek silny, nie wyrzutek
Z szarych pyłów się podniesiesz
Będąc inną już osobą
Po płomiennym cierpień kresie
Pozostanę nadal z Tobą

Strzepnę popiół...




R.

czwartek, 18 grudnia 2014

Dwa Kruki


Kiedy raz szedłem pośród gór
Słyszałem kruczych głosów chór
I jeden rzekł tak do drugiego:
Gdzie dzisiaj zjemy coś dobrego?

Jest tuż za groblą, pośród brzóz
Zabity rycerz, zimny już
Że zginął tam, nikt nie wie tego
Tylko sokół, pies i dama serca jego

Na polowanie pobiegł pies
I sokół wnet odleciał też
Jego pani innego rycerza kocha
Więc możemy zjeść dziś niezły obiad

Ty na jego udzie możesz siąść
Ja jego jasne oczy chcę wziąć
A lokiem pięknych, złotych włosów
Naprawimy nasze gniazdo w końcu

I chociaż brzmiał żałobny dzwon
Nie dowie się nikt, gdzież zniknął on
A pośród jego gnijących kości
Wiatr będzie wiał po kres wieczności



R.

2010

Tekst oryginalny: "The Twa Corbies" - ballada szkocka, XVI w

niedziela, 24 sierpnia 2014

Ellidor - Stworzenie

Z księgi pt. "Objawienia Mistrza Ailona z Peranu - ostatniego z Pierwszych Dzieci" pióra kapłana Maeda, spisane w 412 - ostanim roku życia Mistrza, na przełomie Ery Cieni i Ery Księżyca

Przed wiekami, w czasach zwanych dziś Erą Grzmotów, gdy Ellidor nie przypominał w ogóle takiego, jakim znamy go obecnie, żyli tu, na tej ziemi wszyscy bogowie. Władało nimi dziewięcioro najsilniejszych, a ich imiona to: Yerro, bliźnięta Velo i Visa, Erivor, Nalve, Liya, Madd oraz druga para bliźniąt - Dehar i Zihara. Wszyscy oni sprawowali władzę mądrze i sprawiedliwie, wspólnie podejmując wszystkie decyzje. Z czasem jednak pomniejsi bogowie zaczęli się buntować przeciwko władzy Dziewięciorga, pragnąc władzy dla siebie. Wtedy to wybuchła wojna, w której całym Ellidorem wstrząsały silne grzmoty, będące efektem starć bogów. Stąd też właśnie wzięła się nazwa owej ery.

Walki pomiędzy bogami sprawiły, że świat zmienił się znacznie. Powstały morza otaczające Ellidor ze wszech stron, a pośród lądu duży obszar całkiem opuściła woda, tworząc pustynię. Na wschodzie zaś wyrosły wysokie góry i głebokie doliny. Nagie skały wybiły się w górę, tworząc liczne urwiska, wąwozy i jaskinie. I tak oto bogowie niezamierzenie ukształtowali Ellidor, jaki znamy obecnie. Jednak wtedy nie było tu ani ludzi, ani hekkenów, ani zwierząt i innych stworzeń.

W końcu wojna zakończyła się zwycięstwem Dziewięciorga, a o pomniejszych bóstwach świat miał zapomnieć. Jednak Yerro dowiedział się, że to rodzeństwo Dehar i Zihara wywołali ową wojnę, podburzając słabszych bogów. Mieli na tym zyskać najwyższą władzę dla siebie. Wobec tych okoliczności Siedmioro stanęło naprzeciw niepokornego rodzeństwa, chcąc dać im nauczkę. Postanowili uwięzić bliźnięta w świecie umarłych zwanym Carruan, aby tam mogły do woli sprawować władzę. Świat Carruanu już od zarania dziejów był ogromną pustynią, zaś na czarnym niebie lśniło ogromne, fioletowobłękitne słońce, zalewające zimnym, bladym światłem suche skały.

Dehar i Zihara postanowili uciec gdzieś daleko, by nie dosięgła ich kara. Niestety Zihara została schwytana niemal od razu i odesłana do Carruanu jako istota, niebędąca ani żywa, ani martwa. Jako dusza bez ciała została pozbawiona możliwości powrotu na Ellidor. Wtedy jej brat stanął naprzeciw drugiej pary bliźniąt. Velo i Visa okazali się jednak silniejsi i pokonali krnąbrnego Dehara. Początkowo chcieli posłać i jego do Carruanu, lecz zamiast tego zmienili go w wiatr wiejący na ellidorskiej pustyni. Pustynię tę zaś po dziś dzień zwą Pustynią Dehara. Podobno jest ona bliźniaczym odbiciem tej ze świata umarłych, natomiast sam Dehar od tamtego czasu błąka się po niej i zawodzi, nie mogąc znaleźć drogi do ukochanej siostry. Mówi się jednak, że zanim został uwięziony w tej postaci, resztkami sił stworzył parę kruków pustynnych - jednego brązowego i jednego w kolorze piasku. Oba zaś miały oczy puste, mlecznobiałe, niczym oczy ślepca. Stały się one zwiastunami śmierci i oczami Dehara, który sam nie mógł opuścić pustyni, a dzięki nim widział również poza nią. Ponadto kruki, jako jedyne z żywych istot, mogły podróżować między Ellidorem a Carruanem. Stąd też do czasów obecnych zachował się zwyczaj, by przed pochowaniem zmarłego, na jego czole rysować symbol Pustego Oka. Owo Puste Oko miało go doprowadzić bezpiecznie do krainy zmarłych i zapobiec błąkaniu się jego duszy po Ellidorze.

I tak oto bogów panujących na Ellidorze zostało Siedmioro. Od tego momentu liczymy czas nowej ery zwanej Erą Wichrów. Wtedy też bogini Nalve roztoczyła opiekę nad wszystkim, co żyje w ziemi i ponad nią. Zaczęła tworzyć rośliny i zwierzęta, jakie dziś są nam znane. Pomagał jej przy tym Erivor, który wtedy ponad wszystko ją miłował. Ona jednakże zakochała się w Velu, który miał władzę nad czasem. Z nim to właśnie spłodziła Pierwsze Dzieci. Najstarszą rasę ludzką, jaka kiedykolwiek stąpała po Ellidorze. Każdy z bogów dał owym dzieciom jakiś dar. Nalve i Velo, jako ich stworzyciele, obdarzyli ludzi długim życiem i miłością do natury. Visa, siostra Vela, podarowała im inteligencję, pragnienie poszerzania wiedzy, jak również wspaniałą intuicję. Yerro dał Pierwszym Dzieciom odwagę, siłę i męstwo, aby dzielnie parli zawsze naprzód, przystosowąując ziemie Ellidoru i kształtując je na swój użytek. Liya obdarowała ich miłością oraz możliwością płodzenia potomstwa. Prezentem od Madda był dar kreowania, tworzenia, artystycznej wyobraźni, zaś zazdrosny Erivor przeklął Pierwsze Dzieci słowami: "Aby przeżyć, polować będziecie. Dzikie zwierzęta będą was atakować, chcąc was pożreć. Jednakże okażę swoją dobrą wolę - daję wam również zdolności łowieckie i umiejętność odbierania życia."

I tak oto za sprawą Siedmiorga Pierwsze Dzieci zamieszkały Ellidor, mnożąc się i zamieszkując wszystkie jego części.

 ***

Ciąg dalszy nastąpi.

Tabula Rasa

Marzenie mam jedno, małe, niepozorne
Siedzi w mojej głowie ciche, lecz przekorne
I gdy już myślę, że spełnić się może wreszcie
Zaraz wnet coś staje na wąskiej do szczęścia ścieżce

Marzenie mam jedno, ażeby czas móc cofnąć
I od nowa czystą kartkę atramentem życia dotknąć
Wymazawszy uprzednio to, co nań zapisano
Odkąd mi przed laty imię własne nadano

Ecce homo. Oto człowiek - z góry określony
Przez lata kolejne doświadczeniem rzeźbiony
Następnie zaraz emocji i uczuć warstwy kolejne
Imitują wielobarwne, ciężkie farby olejne
Tworząc dzieła piękne, radosne, lub przepełnione grozą
Albo smutkiem. Inne rażą sztuczną pozą

Jednak tylko kłamstwo jest w tych wszystkich obrazach
Dlatego właśnie marzy mi się Tabula Rasa


R.


Łódź Marzeń

W odmętach czarnej wody zniknąłeś, mój miły
Gdy wiatr naszą łodzią zakołysał zuchwale
Zabierz mnie z sobą, kochany, biegnijmy
Poprzez spienione wiatrem morskie fale

Północny wiatr targa żaglem postrzępionym
Swym wyciem zagłuszając moje wołanie
Nasz statek tonie, piorunem trafiony
A Ciebie jak nie było, tak nie ma, kochanie

Woda lodowata na pokład się wdziera
Ogromnymi falami zewsząd nadchodzi
Ja zaś samotnie pośród burzy umieram
W niegdyś pełnej marzeń - dziś pustej - naszej łodzi


R.



czwartek, 9 stycznia 2014

Ścieżka wojownika

Znalazłam drogę - wąską, krętą ścieżynę,
Która mnie prowadzi w lasu czarną gęstwinę
Cóż jest na jej końcu? Nikt nie wie tego.
Może kryć się piękno, a może byc coś złego...
Pójdę. Nie zawaham się ni chwili,
A śpiew dźwięczny mi podróż całą umili.
Pójdę. Ciekawość z rozsądkiem wygrała.
Pobiegnę. Nie będę się więcej już bała.
Nieznane. Czy na końcu porażka mnie czeka?
Nawet jeśli, to nie będę już więcej uciekać.

Przed siebie, prosto ku przeznaczeniu
Do światła - nie będę się więcej kryć w cieniu
Czy to słońce życiodajne, czy zabójcze płomienie?
Czy znajdę tam ciepło, czy zgliszcza i unicestwienie?
Nieważne. Nieważne, to nie ma znaczenia.
Czego bym nie zrobiła, zapamiętają mnie pokolenia.
Albo jako tę, co wybrała drogę długą jak wstęga,
Tę, która po to, co jej należne, śmiało sięga,
Albo jako tchórza, co się wciąż życia obawia
I zamiast rzec Losowi "Tak!", za każdym razem odmawia.

O nie, nie tym razem! Już mnie nic nie ominie.
Albo wygram w boju, albo - walcząc - zginę.


R.



piątek, 27 grudnia 2013


Święta, Święta i po Świętach. Moje małe siostrzyczki pisały do św. Mikołaja listy, więc i ja postanowiłam. Zapewne miał on jak zwykle ręce pełne roboty, ale może nie zapomni o mnie, mimo że już dzieckiem nie jestem. W sumie wypadałoby taki list napisać trochę wcześniej, niż ja to poczyniłam, bo jak zwykle na ostatnią chwilę przed Gwiazdką, ale jam jest kobieta pracująca, a na takie pisanie przecie trzeba mieć czas. Zresztą skoro jest święty, to powinien zdążyć - pomyślałam. Musiałam dobrze się zastanowić, czego tak naprawdę na te święta chcę. I chyba udało mi się to odkryć. Tyle że Mikołaj jednak nie zdążył. Ale to nic. Jak nie na te, to może na następne. Zresztą w innych krajach przynosi on prezenty dopiero 6 stycznia, w święto Trzech Króli. Gdzie indziej jeszcze później. Może jest jeszcze nadzieja, że dostanę swój prezent...


Drogi Mikołaju, pod choinkę bym chciała
Żywego człowieka z krwi, kości i ciała
Niech będzie stanowczy, acz słodki i miły
Żebym się mu oprzeć nie miała siły
Niech czasem jednak pazury pokaże
Bynajmniej za to się nie obrażę
Niech będzie silny, bym bezpieczna z nim była
Niech kocha mnie nawet gdybym przytyła
Księciem być nie musi, lecz niech będzie rycerzem
I niech czasem pozmywa brudne talerze
Niech tylko mój będzie, mój, najmojsiejszy
Bym pisać nie musiała więcej takich wierszy

R.










Takie tam refleksyjne pierdziuśki...

O rety, kotlety, osiem wierszy wrzucone, czuję się tak bardzo poetycko. Tak bardzo, że aż wcale. Bo wszystko ładnie, pięknie, ale te nadające się do czegokolwiek już mi się skończyły. Zostało tylko wiele stron bełkotu o smutku, przeznaczeniu i niespełnionej miłości. Ale w sumie większość z czasów licealnych, więc nie ma się co dziwić.

No i właśnie, skończyły się. Co dalej? Brak mi weny, żeby napisać coś więcej. Coś nowego. Gdzie się podziały te czasy, gdy potrafiłam pisać po kilka wierszy na dzień? I nie chodzi tu o to, czy były dobre czy złe, bo w większości ostro trącały miernotą, ale liczy się fakt. Sam fakt tworzenia i emocji, które się z tym wiążą. Uczucie wyjątkowości w stylu „artysta – nadczłowiek”. Wiele dni, miesięcy i lat upłynęło, odkąd tak chętnie cokolwiek pisałam. Teraz jest szarość życia, bura codzienność, całe góry obowiązków, a problemów nawet nie góry, a łańcuchy górskie.

Smuci mnie, że tak łatwo zrezygnowałam ze swojej pasji na rzecz obecnego stylu życia. Ale może to jest ten moment, w którym można coś zmienić? W końcu ciągle dokonujemy wyborów. Kto wie, dokąd zaprowadzi mnie ten właśnie.

S.

Samotności moja
"The Lonelines of Autumn" by Leonidafremov
Ty zawsze jesteś ze mną
Chmurami pochmurna
Rozpaczliwa – otchłanią bezdenną

Deszczem płacząca
Wichrem zawodząca…

Samotności moja
Zimna, nieruchoma
Otulasz mnie bezpiecznie
Przyjaciółko nieznajoma

Szumem drzew szepcząca
Głuchą ciszą milcząca…


R.

2011

***


Gdzieś za horyzontem
Gdzieś na skraju niebios
Gdzieś jest lepsze życie
Jest lepsze – na pewno

Wolno płyną chmury
Pod niebem gasnącym
Trwa cisza wypełniona
Szmerem wód szumiących

Czasu nie zatrzymasz
Wciąż płynie jak rzeka
Czasu nie pochwycisz
Bo ciągle ucieka



R.

2005

List do Rycerza

Pozdrowion bądź, cny Rycerzu. Piszę, byś wiedział, co czuję,
Albowiem sam nie potrafisz odgadnąć tego w ogóle.
Wiem, że Ty mnie miłujesz tak jako i ja Ciebie.
Racz tedy się określić, albowiem, cóż począć, nie wiem.
Przybył do zamku ostatnio sam książę, zaiste wspaniały.
O rękę moją chciał prosić i siedzi tu tydzień już cały.

Lecz wiedz, mój miły, że na nic to całe jego staranie,
Bo moje serce na pewno i tak Twoim wciąż pozostanie.
Tęsknota moja okrutna spocząć mi nie pozwala
I zasnąć wcale nie mogę, a budzę się, trzęsąc cała,
A kiedy patrzę w dal z okna, ogarnia mnie trwoga przedziwna
I boję się, że nie wrócisz, że stanie Ci jakaś się krzywda.

Ja śladem Twoim ruszę, aż w końcu Cię odnajdę.
Nawet jeśliś daleko, na sam skraj świata zajdę.
I choć ojciec drogi błaga „Ostań w domu, drogie dziecię…”
Ja na to „Ojcze, nie mogę, albowiem mój ci on przecie!”
Jak rzekłam, tak zrobić muszę. Mój koń pobieży jak strzała.
A może Ty wcale nie chcesz, żebym ja Ciebie szukała?

Dlaczego ranisz mnie ciągle, znienacka, jak skrytobójca?
Jak głupiec próbujesz znów umknąć, choć w pogoń za Tobą się rzucam.
Gdy myślisz, żeś cało uszedł, dla mnie to nie dziwota,
Bo mysz też ten błąd popełnia i wpada w pazury kota.
Pamiętaj tedy me słowa, że długo gonić Cię będę.
Dopóki sił mi wystarczy, odszukam ja Ciebie wszędzie.

Wyjaw mi, proszę, mój miły, czemu przede mną uciekasz
I czemu mkniesz wciąż przed siebie, każąc mi samotnie czekać.
A zatem wiedz, że już dosyć, albowiem to się nie godzi,
Żebym to ja Cię szukała, gdy o uczucia chodzi.
Tyś przecie jest mężczyzną, panem i władcą mej duszy.
Dlaczego więc ja wciąż mam działać? To Ty się winieneś ruszyć!

Przybądź tu jak najprędzej, coby ten książę zrozumiał,
Że ja do Ciebie należę i Tyś tylko zdobyć mnie umiał.
Nie godzi się, bym jechała, toć przecie księżniczką jestem,
Dlatego sam masz tu przybyć, ukoić me stęsknione serce!
To pisząc, siedzę samotnie na miękkich dywanów kobiercach…
Niech Bóg Cię ma w swej opiece.

                Dama Twego Serca



R.

2009


Evviva l’arte!

Dla Sztuki można życie poświęcić
Bo ona trwa nieśmiertelna
Ona religią jest najpiękniejszą
I wciąż ta sama, choć zmienna

Uczyń mnie, Sztuko, swoją kapłanką
Pozwól, bym Tobie służyła
Ty bądź mi matką i pozwól, abym
Pod skrzydła Twoje się skryła
Tyś moim sacrum, więc choć kolana
Do krwi od klęczenia zdarte
Ja wciąż wytrwale w Twojej świątyni
Chwalę Cię – Evviva l’arte!

W mojej modlitwie poezji słowa
Melodie z duszy mej wnętrza
W moich obrazach zamknięte wizje
I tajemnice największe
I kiedy widzę, że świat Bóg Ojciec
Tworzył pół-serio, pół-żartem
Jedynie Ona stanowi wsparcie
Więc wołam – Evviva l’arte!

Artysta ponad wszystkimi ludźmi
A nad nim już tylko Sztuka
Dlatego musi trwać w szarym życiu
I wciąż jego sensu szukać
Kiedy zawodzą dawne teorie
A życie nic jest niewarte
Gdy świat się wali, kolory traci
Jedynie „Evviva l’arte!”



R.

2009

Pieśń dla Czarnego Rycerza

Obudź się, śpiący Czarny Rycerzu
Otwórz swe martw oczy
Przed wielu laty zmarłeś dla świata
Teraz się rodzisz dla nocy
Powstań ze snu, co trwał całe wieki
Wyjdź z kamiennego grobu
Przebudź się, śmierci i zła wojowniku
Powstań jak feniks z popiołów
Wytrzyj ten kurz, co przez całe lata
Na czarnej zbroi się zbierał
Zapomnij o tym, kim byłeś kiedyś
Ważne, kim jesteś teraz
Dosiądź, rycerzu, czarnego rumaka
Weź czarny miecz do ręki
I pogalopuj prosto przed siebie
Popędź przez las posępny
A kiedy pierwsze słońca promienie
Wyjrzą zza horyzontu
Wtedy wyruszysz do świata cieni
W podróż bez powrotu
Z prochu powstałeś, w proch się obrócisz
Snem śmierci zaśniesz znowu
Gdy skończy się noc pełni księżyca
Wrócisz do swego grobu



R.

2009








Przed dom wychodzę...


Przed dom wychodzę, zamykam oczy,
A chłodny powiew w liściach szeleści
Wsłuchuję się w ciche wołanie nocy
Która czarnymi skrzydły wiatr pieści

Jeden krok, drugi, niczym lunatyk
Zapadam w ciemność i nią się otulam
I choć na sobie mam nędzne szmaty
Blask srebrny czyni z nich szaty króla

To Księżyc spojrzał na me oblicze
Lśniące od wielu łez zastygniętych
I głos miękki, cichy wnet przerwał ciszę
„Zostaw już życia gościniec kręty

Na Drodze Mlecznej zatańczysz ze mną
Z gwiazd splotę miękkich dywanów kobierce
Noc będzie dla nas pierzyną ciepłą
Miłością otoczę twe ranne serce

Zregeneruję twe zmęczone ciało.”
Patrzę więc w srebrną tarczę na niebie
Wołam do niego trochę nieśmiało
„Dobrze, mój miły, weź mnie do siebie”

Już huczą sowy w pobliskim lesie
Że śmiertelniczka woła Księżyca
I wieść niezwykła z echem się niesie
Nocnego Pana to oblubienica



R.

2010




On the wings of love

When you’re with me, I just want to fly
Gently on the wide-spreaded wings of love
I just can’t stand your wonderfull stares
They all make me hover in the air
Maybe I’m scared, maybe not sure
But all my thoughts still flow to you

And I feel I’m back, and I live again
I couldn’t be myself but now I can
I was like a child, alone in the dark
And only you found me, you weren’t apart
I hope that you’ll be my knight on a steed
Cause you’re just the only one that I need



R.

2009



Theatrum Mundi

W wielkim teatrze życia
Jesteśmy tylko lalkami
Gdzie Ktoś wysoko nad nami
Porusza wszystkimi sznurkami
Kierując nami z ukrycia

I choćbyś widział swą ścieżkę
Choćbyś już wybrał swą drogę
To zagwarantować mogę
Że Ktoś podstawi ci nogę
Podetnie z szyderczym uśmieszkiem

Pogodzić się więc z tym trzeba
I na to mieć baczenie
Że może to przeznaczenie
Co rzuca w człowieka kamienie
By ten mógł pójść do Nieba


R.

2008

Coś na dobry początek...

Pierwszy wpis na nowym blogu, hura hura! Zapewne nikt go nie przeczyta, bo i po co. Nikt nigdy nie czyta wstępów. Nikomu się nie chce. Każdy dokądś biegnie, ma miliony problemów i spraw do załatwienia. Ja też. I stąd właśnie wziął się pomysł na bloga. Odskocznia od codzienności, chwila poezji, refleksji i zadumy to to, czego mi trzeba. I zapewne nie tylko mi…